Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Najzabawniejsze jest to, że Chińczycy sami nie potrafią się dogadać we własnym języku, więc jak ja mam się nauczyć porządnie chińskiego? Oni na przykład pytając o jakąś rzecz w hipermarkecie, czy pytając o adres, albo podając swoje imię muszę to literować, a raczej sylabizować. Taki przykład teoretyczny (oczywiście nie odnosi się to do chińskich słów, ale chodzi mi o sam sposób): RA-DO-SŁAW , RA jak RAma, DO jak DOsłownie, SŁAW jak SŁAWny. Nie tylko każda sylaba może mieć cztery różne akcenty i zupełnie inne znaczenia, ale można ją zapisać na kilka, czasem kilkanaście sposobów. I dlatego muszą to sobie tłumaczyć, że to RA jest takie jak w słowie RAma, a nie takie jak w słowie RAbarbar.
Shenzhen to żałosne miasto i władza lokalna nie ma pojęcia, jak promować tą metropolię. Zorganizowali Fashion Show (targi odzieżowe). Obcokrajowców można było policzyć na palcach, za to w hali wystawowej tłumy Chińczyków. Oczywiście wstęp płatny dla wszystkich, bo to miasto nastawione jest na kasę tylko i wyłącznie. W środku setki firm, nic specjalnego. Natrafiliśmy tylko na dwa, dosyć żałosne pokazy mody na wybiegach. Pierwszy znudził nas zespołem muzycznym, a na drugim zakazano fotografowania i jacyś żałośni portierzy i ludzie z tej fabryki ścigali każdego, kto tylko trzymał w ręce aparat. Postanowiłem im trochę zrobić na złość i cały czas celowałem w kierunku modelek (z tego miejsca mogłem co najwyżej robić zdjęcia głów tłumu, który otaczał ten wybieg). Oczywiście szybko podbiegł jeden facet, drugi, trzeci i kłótnia, że nie można fotografować. Po co te pokazy? Ten Fashion Show? Chińczycy już skopiowali już wszystko od Włochów, Francuzów... i uznali, że od nich nie można kopiować.
Ostatnio coraz częściej widuję w mojej okolicy robotników budowlanych. Jakiś remont chodników, budowa nowych wieżowców i nowy hotel blisko centrum wystawowego (zdjęcia będę oczywiście dodawał na stronę). Powiem Wam, że ci ludzie są na maksa wycieńczeni. Chudzi, jakieś szczątkowe mięśnie, skóra czarna od ostrego słońca, niscy, siwe włosy. Oczywiście lepiej jak tutaj zarabiają jakieś pieniądze na budowie, niż głodują na wsi... ale mimo wszystko. Pomyśleć, że później za noc w takim hotelu gość będzie płacił za zwykły pokój tyle co miesięczna pensja tego robotnika? A właściciel takiego hotelu, czy biurowca gra sobie w kasynach w Makao, jeździ Ferrari i utrzymuje kilka kochanek... to jest właśnie sprawiedliwość. W Chinach nic się nie zmieni, bo taka grupa prominentów musi zawsze zarabiać krocie na wykorzystywaniu prostych ludzi.
SHENZHEN 1982!!! Znalazłem w Internecie film z Shenzhen, z roku 1982 (kiedy się urodziłem). Zadziwiające jak to wszystko się zmieniło. Domyślam się, że jest to centrum miasteczka, bo tłumy ludzi robią zakupy, poza tym obcokrajowcy raczej nie zapuściliby się za daleko z kamerą (która wtedy była chyba drogim sprzętem). Po ubiorach, otoczeniu i fryzurach wnioskuję, że to rzeczywiście 1982. Zresztą zobaczcie sami: http://www.youtube.com/watch?v=-R8cbOg1tHw . Możecie też porównać to z moim zdjęciami, bardzo prawdopodobne, że film powstał właśnie w tej okolicy, a teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej: http://www.fotochiny.com/albumview.php?idpreview=333&kat=architektura&str=4 , http://www.fotochiny.com/albumview.php?idpreview=556&kat=miejsca&str=2 , http://www.fotochiny.com/albumview.php?idpreview=29&kat=architektura&str=6 , http://www.fotochiny.com/albumview.php?idpreview=257&kat=miejsca&str=4 .
Wczoraj sprzedawca bananów uciekał ze skrzyżowania ze swoim ruchomym straganem, bo nagle pojawiła się policja. Innym razem widziałem, jak ochrona rozwala taki stragan. A tak sobie myślę... może zajmą się starymi babami, które oferują prosytutki na środku ulicy przy granicy z Hong Kongiem. Ostatnio taka mamcia goniła mnie na chodniku krzycząc "missi, massagi", a dwa metry od niej stało dwóch gliniarzy. Ona w ogóle się tym nie przejmowała. Na wizytówkach piszą nawet "Nowa dostawa dziewic" - niestety to jest czasami prawda. Dziewczyny ze wsi, które nie mogą znaleźć pracy podejmują się takich zajęć. One dostają niewiele za każdy numerek, a takich numerków dziennie mogą mieć i 20. Najwięcej kasy idzie dla sutenerów i tych kobiet, które nagabują klientów. Niech się tym policja zajmie! Ale po co, przecież z tego mają swoją dolę, a z bananów nie! Przypomnę, że za prostytucję grozi tu kara śmierci. Gdyby te przepisy egzekwować to populacja w miastach zmniejszyłaby się chyba o 10%-20%.
