Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Czwartek, 5 styczeń 2012 godz. 12:18

Wygląda na to, że znowu wzrośnie populacja Chin. Wiele młodych małżeństw już teraz stara się o dziecko, żeby urodziło się w szczęśliwym Roku Smoka. Będzie podobnie jak w 2007 - Rok Świni. Wtedy 2006 rok był Rokiem Psa, dobry do zawierania małżeństw i to mogę potwierdzić. A od razu po ślubie można było starać się o dziecko na Rok Świni. Mimo wszystko nawet młodzi ludzie są pod silnym wpływem takich wierzeń, obyczajów. Co ciekawe dotyczy to zarówno bogatszych jak i biedniejszych ludzi. Nigdy nie jest tak, że dobrze sytuowana rodzina nie przywiązuje wagi do dat, symboli, nazw, imion. Rok i wybór imienia dla dziecka są bardzo ważne w Kraju Środka. Wierzy się, że to decyduje o losie tego malutkiego człowieka już od samego dnia narodzin.

Wtorek, 3 styczeń 2012 godz. 13:59

Nasza znajoma Chinka, dosyć niewinna, spokojna dziewczyna została zaproszona na 'imprezę wigilijną' do jakiegoś Amerykanina w Shenzhen. Problem w tym, że ten gość nie zaprosił jej bezpośrednio. Tak więc przyszła ta Chinka, która znała Amerykanina i jeszcze przyprowadziła dwie koleżanki. Jak się okazało Amerykanie nie są zbyt gościnni. Powiedział coś w stylu "ale czemu je przyprowadziłaś do mojego małego mieszkania, tu już jest sporo znajomych!". Pamiętam jak na początku mojego pobytu w Chinach na wigilię ktoś dodatkowo zaprosił parę zupełnie mi obcych Chińczyków. Zgodziłem się na to i nikogo się nie czepiałem, mimo że dla nas wigilia jest bardziej osobista, rodzinna. Dla nich to była ciekawostka, a ja ich ugościłem jak umiałem. Przez tego Amerykanina moja znajoma średnio się poczuła. Posiedzieli tam chwilę i jak to na typowej amerykańskiej wigilii poszli do baru. Ona zbyt rozrywkowa nie jest i po 22:00 poszła do domu. Jak sama stwierdziła to może wypadało nie komentować tego, że przyszły dodatkowe koleżanki i gdzieś między sobą wyjaśnić, żeby lepiej nikogo w przyszłości nie przyprowadzała. Takie to są różnice kulturowe i tak wygląda amerykańska gościnność.

Niedziela, 25 grudzień 2011 godz. 18:25

W tym roku chińscy dostawcy, przedstawiciele firm w Chinach handlujących z Europą, Polską byli wyjątkowo aktywni w przesyłaniu świątecznych życzeń. Jak się domyślam kryzys daje się we znaki - mają mniej pracy, mniej zamówień, mniej produkcji. Święta to okazja, żeby wysłać kilkanaście, kilkadziesiąt emaili, e-kartek, życzeń świątecznych do wszystkich klientów, którzy obchodzą Święta Bożego Narodzenia. Jest to okazja, żeby o sobie przypomnieć i dyskretnie polecić swoje produkty, zapytać może o nowe zamówienia. A te nowe zlecenia i tak będą musiały poczekać, bo wkrótce Chiński Nowy Rok. Zaczynamy Rok Smoka, powinien być szczęśliwy!

Wtorek, 20 grudzień 2011 godz. 18:41

Wizyta prezydenta Komorowskiego w Chinach nie ma dużego znaczenia w Kraju Środka. Zastanawiam się nawet, gdzie była Polska dyplomacja przez 14 lat? Gdy Chiny były na topie i dosłownie rozkwitały, cały świat robił z nimi interesy a Polska była najbardziej obrażona. Teraz podpiszą trzy umowy, wymienią więcej studentów i ma być pięknie. Ale mnie najbardziej rozbawia fakt, że Polacy jadą tam przekonać Chińczyków, że w Polsce warto inwestować! Tak, świetny moment - światowy kryzys, niepewne kursy walut, niestabilna sytuacja ekonomiczna. Na pewno jest to najelpszy moment by inwestować w małym, nieznanym kraju takim jak Polska - bo tak postrzegają nas Chińczycy. Do tego doszła jeszcze śmierć Kim Dżong Ila i Chińczycy najbardziej zajmują się tym problemem. Wizyta Komorowskiego jest mało znacząca, już bardziej liczą się małe państwa afrykańskie - bo tam są złoża, nie ma praw człowieka i Chinom łatwo sprzedać coś bez certyfikatów i norm jakości. Odnośnie praw człowieka - znowu wspomniano o tym w polskich mediach. Dlaczego Polska ma rozliczać Chiny z przestrzegania praw człowieka? Tam praw człowieka jako takich w ogóle nie ma - po co o nie pytać? Tylko Polska dyplomacja może z czymś takim wyskoczyć.

Czwartek, 8 grudzień 2011 godz. 17:38

Znajomy z Hong Kongu powiedział mi przedwczoraj, że przed kryzysem ratują ich szalejący na zakupach Chińczycy z Chin kontynentalnych. Ponoć rządzą w firmowych sklepach Prady, Gucciego, LV, Coco Chanel, Apple... Bogaci Chińczycy mają już wszystko - mieszkania, samochody, kochanki, karnet na siłownię i do SPA, osiem kont bankowych teraz to wszystko trzeba ładnie oprawić markowymi przedmiotami. Mogą sobie kupić praktycznie wszystko, ale wiecie czym możemy się pocieszać? Kupią wszystko oprócz... WOLNOŚCI!!! A tak na marginesie - jak to się historia obróciła o 180 stopni. Dawniej to ludzie z Hong Kongu mogli kupić wszystko w Chinach za grosze, ale w zasadzie bali się nawet przekraczać granicę. Teraz to tłumy Chińczyków 'atakują' Hong Kong w szaleństwie zakupów. Szczyt tych zakupów osiągną pewnie w okresie Chińskiego Nowego Roku - pod koniec stycznia.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone