Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Mój znajomy Chińczyk też oglądał pierwszy mecz na żywo i pogratulował mi smsem w środku nocy pierwszego gola Euro 2012. Niestety, gdy Grecja wyrównała wysłał smsa "O mój Boże!". A gdy nasz bramkarz otrzymał czerwoną kartkę napisał do mnie "Ohohoho". Ostatecznie jednak, późno w nocy stwierdził, że wynik jest zadowalający i może spokojnie spać. W Polsce powinniśmy mieć świadomość, że nawet Chińczycy nam kibicują - tak więc "DO BOJU POLSKO!" (mamy wsparcie Chińskiej Republiki Ludowej).
Aktualnie większość chińskich żon nie ma pożytku z mężów, bo panowie są zajęci oglądaniem Euro 2012. Różnica czasu 6 godzin powoduje, że mecze są emitowane na żywo w godzinach od 24 do 4:30 w nocy. Teraz wielu chińskich biznesmenów chodzi też niewyspana do pracy. Chiny nigdy nie zachwycały się własnym, rodzimym futbolem, ale to co dzieje się na Europejskich stadionach zawsze ich pasjonuje.
Obserwujemy, że Chiny stają się coraz bardziej "markowe". Znikają coraz szybciej małe, drobne sklepiki, stragany, targowiska (przynajmniej w dużych miastach), w ich miejsce pojawiają się bardziej eksluzywne, markowe butiky, sklepy, salony. Dotyczy to każdej branży: odzież, biżuteria, motoryzacja, kosmetyki, elektronika. Co prawda władza zawsze wspiera lokalne wyroby, ale coraz bogatsze społeczeństwo preferuje światowe, rozpoznawalne marki. Wiadomo, że ktoś kto ma i-Phona wygląda lepiej niż ktoś używający telefonu TCL. To samo dotyczy marynarek, spódnic, zegarków... Ludzie zaczynają się porównywać i oceniać. Dochodzi nawet do tego, że jakiś biedniejsze dziewczyny z klubów KTV, czy jakieś kelnerki starają się mieć porządny telefon. Dlatego też tak popularne stały się zakupy w Hong Kongu, gdzie na każdym rogu są markowe przedmioty. W chińskich metropoliach takich jak Szanghaj, Shenzhen, Guangzhou i Pekin też odnajdziemy wiele sławnych marek. Ironia polega na tym, że czasami te sławne wyroby są produkowane w tych samych fabrykach, gdzie robione są typowo chińskie produkty na lokalny rynek. Dotyczy to na przykład odzieży, butów, torebek. Chińczycy ufają jednak coraz bardziej odpowiednim nalepkom, oznaczeniom i logo, które nie zawsze wyróżniają się jakością, bardziej natomiast ceną. Chyba o to właśnie chodzi - żeby wydać jak najwięcej i wszystkich wokół siebie zachwycić.
Mój dobry przyjaciel, Chińczyk spodziewa się drugiego dziecka. Ponieważ ani on, ani jego żona nie są jedynakami, mieszkają w dużym mieście nie mogą uzyskać tak po prostu zgody na drugiego potomka. Muszą zapłacić karę, po przeliczeniu około 50 tyś. złotych. Trudno to sobie wyobrazić, ale takie są realia w Chinach. Wszystko zależy jeszcze od prowincji, od tego czy pierwsze dziecko to syn czy córka, czy mieszkają w mieście czy na wsi itp. Ogólnie władze całkowicie kontrolują ilość urodzeń. Rozwiązaniem są kary finansowe, ukrywanie dziecka lub aborcje. Istnieje jeszcze możliwość odpłatnego porodu w Hong Kongu, aby dziecko miało od razu inne obywatelstwo, więcej swobód. Taka usługa to podobna kwota do tej kary. Problem jednak w tym, że straż graniczna nie tak łatwo przepuszcza kobiety w ciąży przez granicę. Jak się domyślam potrzebne jest jakieś pismo, potwierdzające zgodę szpitala i możliwość porodu w Hong Kongu. Zaawansowaną ciążę trudno ukryć, w upalną pogodę nikt nie chodzi w płaszczach, do tego są skanery temperatur ciała - na nich też widać pewnie brzuszek mamy. Niektórzy może powiedzą, że dobrze iż Chiny kontrolują liczbę ludności, ale to tylko pozory. Coraz więcej zamożnych rodzin decyduje się na kolejne dzieci i po prostu płacą kary bez słowa sprzeciwu. Ludzie władzy nie muszą się tym nawet przejmować, lokalni biznesmeni, samorządowcy również nie muszą się takimi przepisami przejmować. Tak więc ta kontrola narodzin dotyczy głównie zwykłych, prostych Chińczyków, którzy nie mają żadnych praw, nawet prawa do drugiego dziecka! Czy to jest sprawiedliwe?
W Chinach jest taka dziwna tradycja związana z dawaniem pieniędzy na różnych uroczystościach. U nas też oczywiście daje się prezenty czy koperty na ślubie, ale w Chinach to jest na zasadzie "przebicia się" - kto da więcej. Poza tym tradycja taka nie dotyczy tylko szczęśliwych uroczystości. Odwołuje się też bowiem do pogrzebów. Śmierć jednej osoby oznacza, że jej bliscy muszą zorganizować stypę i pogrzeb. W tym momencie starają się wyłożyć spore sumy, aby okazać szacunek zmarłej osobie. Niestety czasami muszą się nawet zapożyczać. Pieniądze są też przekazywane rodzinie, która opiekowała się wcześniej zmarłą osobą. Podobnie należy postępować, gdy wizytuje się rodzinę. Gdy jakaś kuzynka odwiedza ciocię - wypada dać jej chociaż 100 RMB. Gdy wnuczek z miasta wraca na wieś odwiedzić dziadka, też wypada mu dać pieniądze. Sam byłem świadkiem wielu takich sytuacji. Najśmieszniejsze są jednak przepychanki i próby zwrotów: "nie, nie dawaj mi nic - ja sobie dobrze radzę", "weź proszę, tak dawno mnie nie było", "nie potrzebuję naprawdę", "bierz, kupisz sobie papierosy". W Polsce ludzie narzekają, że nie mają, że jest ciężko. W Chinach jest odwrotnie - tam jest ciężko, ale o tym się nie mówi, tego nie można okazywać i nawet za cudze pieniądze wypada się dobrze zaprezentować. W Kraju Środka pieniądze to po prostu sprawa honoru.
