Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Sobota, 13 maj 2006 godz. 04:21

12-letnia Polka zwyciężyła w konkursie na najlepsze wypracowanie w języku chińskim, który odbył się w Pekinie. Jakiś czas temu, jedyny obcokrajowiec - Polak, został profesorem języka chińskiego, ale oczywiście przeciętny Polak o tym nie wie. Zamiast cieszyć się z mniejszych czy większych sukcesów naszych rodaków, polskie media są zajęte przekazywaniem informacji o tworzeniu, albo raczej przetworzeniu naszego durnego rządu. A ja zawsze mówiłem, że ktoś, kto interesuje się polityką i pokłada w politykach jakieś nadzieje jest po prostu naiwny. Tam liczy się tylko biznes, władza i kariera!

Poniedziałek, 8 maj 2006 godz. 15:17

Zapukałem dzisiaj jednemu pajacowi w okienko. Cholerna nielegalna taksówka, takie autka pokroju małych Peugeotów 106, tylko że gorsze porozbijane i chińskie. Jeżdżą jak wariaci. Widział, że jadę i się wcina pajac, bo dla nich rowerzysta, czy pieszy to taki śmieć, co go nie stać na samochód. Przyśpieszyłem i mu zapukałem z całej siły w okienko, że mu mało szyba nie wypadła. Pajac się wystarszył, w ogóle nie wiedział, co się dzieje. Może następnym razem pomyśli dwa razy, zanim będzie ryzykował życie jakiegoś rowerzysty czy pieszego.

Piątek, 5 maj 2006 godz. 13:40

Właśnie wróciłem z dużego marketu i rzuciała mi się w oczy jedna okładka filmu DVD. Wyobraźcie sobie, że była to polska Stara Baśń. Ale... z przodu na okładce jakiś dziwny rycerz w zbroi (w ogóle nie z tego filmu), za nim w tle jakaś blondyna pokroju Pameli (tym bardziej nie ze Starej Baśni), a na dole wielkie pole bitewne (też tego nie ma akurat w tym filmie). W rogu za to przykryty ceną Żebrowski. Na odwrocie już lepiej, widać małe, przesycone czerwienią sceny z filmu, wszystko się zgadza, jest Żebrowski, Olbrychski, Foremniak i Popiel, czyli Stupka. W sumie się ucieszyłem, chociaż może nawet producent tego filmu nie wie, że można kupić kopie w Chinach?! Mi się film podoba, może Chińczykom też przypadnie do gustu!

Piątek, 5 maj 2006 godz. 08:28

Planowałem cztery dni w górach, wróciłem po dwóch. Wioska w prowincji Guangdong, okolice Kantonu. Niby wody mineralne, hotele, góry, gorące źródła itp. Wszystko oddalone o około 30km od miasteczka, ale nie spodziewałem się, aż takiej wioski. Hotel dosyć ubogi, ale cena 150 RMB/dobę, żadnej infrastruktury, zero przyzwoitych restauracji, obskórne sklepiki, zabiedzone wioski, jedynie góry w miarę interesujące i nieco zaśmiecony wodospad. Park narodowy - oczywiście płatny wstęp, a w środku uwięzione za ogrodzeniem jelenie (jak tam śmierdziało) i dwie wyspy z małpami i pawiami (ale żeby tam dopłynąć, trzeba znowu za rejs zapłacić). Już chętniej oglądałem 'darmową część gór' niż ten zabiedzony park. Żałosne, a Polska jest taka piękna.

Środa, 3 maj 2006 godz. 11:39

A zapomniałem Wam powiedzieć, że trzy dni temu spotkałem Chińczyka w ciekawej koszulce. Idę ulicą, patrzę, gość w czerwonej koszulce, małe logo pumy, a na piersi polskie godło, przyglądam się dokładniej dla potwierdzenia swoich przypuszczeń i na rękawie widzę małą polską flagę. Wspaniale! Pierwszy Chińczyk jakiego spotkałem w koszulce naszej reprezentacji piłkarskiej, miły widok! Prawie jak wśród swoich!!!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone