Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Poniedziałek, 22 październik 2007 godz. 03:45

Straciłem właśnie apetyt na śniadaniu, w porządnym hotelu Best Western w prowincji Fujian w restauracji pojawiła się ciekawa para. Gość około 60 lat, obleśny, gruby (jak się domyślam) Amerykanin lub Kandyjczyk, a z nim młoda Chinka, w wieku około 25-30 lat. Świetna parka! Na domiar złego zaczęła go przytulać przy stoliku. Nic do nich nie mam, ale tracę apetyt jak to widzę, mogliby te swoje zaloty zachować na później i zabrać z sobą do pokoju.

Czwartek, 11 październik 2007 godz. 03:30

Jaka to jest ironia... znam osobiście i z opowieści rozpieszczone dziewczyny z bogatych rodzin, które na własną prośbę rezygnują ze studiów, czy nawet z liceum. Chcą być dorosłe i ruszają w świat. Później gdzieś dorywczo pracują i szukają wrażeń. A w tym samym czasie, gdzieś na wsi ich rówieśnicy nie mają możliwości zdobycia żadnego wykształcenia. Na prowincji nie ma wspaniałych szkół, a edukacja (nawet podstawowa) wiąże się z ogromnymi kosztami. I tak to już jest, ktoś kto ma możliwość studiowania rezygnuje z tego, a ktoś inny, kto chciałby zdobyć wykształcenie nie ma nawet takiej szansy.

Wtorek, 11 wrzesień 2007 godz. 13:56

Dzisiaj w księgarni anglojęzycznej młody Chińczyk pyta mnie po angielsku oczywiście, czy interesuje się rugby, bo tam fajna książka jest. Później pyta mnie skąd pochodzę? Gdy odpowiedziałem, że z Polski. Po chwili namysłu powiedział "Dzień dobry". Poszedł nawet krok dalej - "Mam na imię Tadeusz". Okazało się, że rok temu spotkał w Shenzhen jakieś polskie modelki i jedna zawróciła mu w głowie. Zwariował na tyle, że kupił sobie VCD i uczył się polskiego. Niestety dziewczyny wyjechały... ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Polski może się jeszcze czasami przydać!

Poniedziałek, 10 wrzesień 2007 godz. 06:29

Do czego doszło... w Chinach prześladują mnie Francuzi. W restauracji dwa tygodnie temu Francuz z Chinką, wczoraj w typowo chińskiej restauracji (głównie ludzie z Hong Kongu, praktycznie zero obcokrajowców na co dzień) siedziała para Francuzów. Spotkałem też jakiś czas temu Polaka z Francji. Moja chińska znajoma (zresztą też modelka, są jej zdjęcia na tej stronie) poszła na kurs francuskiego. Przez Internet poznałem też jakiegoś francuskiego kolarza. Nie mówiąc o znajomych Chinkach, które w komunikatorach internetowych mają jakieś francuskie opisy. Najwyraźniej rozpoczęła się francuska ekspansja na Chiny.

Piątek, 7 wrzesień 2007 godz. 07:39

Shenzheńskie linie lotnicze wprowadzają Internet i zasięg dla telefonów komórkowych w swoich samolotach podczas lotu. Czasami nie mogę wytrzymać w autobusie, jak ktoś przez całą drogę wydziera się do komórki. Wyobraźmy sobie teraz taką sytuację w samolocie. Nie to, żebym spał, ale chociaż odpocząć chwilę, coś poczytać... Teraz to nie będzie takie łatwe. Oni naprawdę potrafią się nakrzyczeć przez telefon, czas rozmowy nigdy nie gra roli. Nie sprawdzałem jeszcze jak to wygląda, ale informacje podała lokalna telewizja.

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone