Dzienniki z Chin
Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach
Chińczycy są mistrzami w wymyślaniu dziwacznych przekąsek: były już sławne bułki słodkie z parówkami, czarne jajka (wstyd się przyznać, nawet mi to smakuje), 'słodkie' cukierki z wołowiny. A teraz natrafiłem na wafelka Nestle. Niby nic dziwnego wafelek pokryty białą czekoladą (jeśli coś w Chinach można nazwać czekoladą w ogóle), ale jakie oryginalne nadzienie - o smaku żółtego sera. Na szczęście nie było czuć żadnego sera, ale jaki nietypowy chwyt marketingowy! Dla Chińczków ser to droga, nieznana substancja, którą widują w Amerykańskich i Francuskich filmach, a gdy sami kupują ser (co jest rzadkością) dziwią się, jak my możemy to jeść? Problem w tym, że nie potrafią zrobić kanapki i jedzą ten ser jak jabłko.
Tak się zastanawiam... Tusk jest teraz w Szanghaju. Przyleciał dwa miesiące po Olimpiadzie, bo przecież bojkotował tą imprezę?! Może premier jest tylko obrażony na Pekin i do Szanghaju latać nie może? Nie wiem, ale jeśli ktoś się wypiera Chin i zarzuca im tak wiele, po co tutaj przylatuje w ogóle? Albo inaczej... po co się rzuca do Chińczyków, jeśli nadal ma z nimi wiele do przedyskutowania? Z krajem środka nigdy nie wygramy, bo Chińczycy wcale się z nami liczyć nie muszą, a my - wręcz przeciwnie musimy się z nimi liczyć na równi z USA, Rosją, Niemcami. Premier Tusk wysiadł z samolotu w jeansach, bluzie i kurtce. Chińska delegacja się zdziwiła. Dobrze, że samolot jest wyraźnie oznaczony, bo może na jego widok Chińczycy zaczęliby szukać innego samolotu z bardziej elgenckim pasażerem.
Zastanawiam się nad takim stereotypem chińskich ciasteczek z wróżbą (fortune cookie). Widziałem je przed chwilą po raz setny w amerykańskim serialu. Otóż, przez 5 lat pobytu w Chinach nigdy się z tym nie spotkałem. Poczytałem trochę i okazało się, że te ciasteczka wynalazł Japończyk w roku 1914 w San Francisco, USA. Podobny pomysł miał emigrant z Hongkongu, który w roku 1918 wynalazł 'fortune cookie' w Los Angeles. Jak widać sławne chińskie ciasteczka pochodzą z ameryki i z chińską kulturą mają tak naprawdę niewiele wspólnego. One istnieją tylko w CHINA TOWN i w chińskich restauracjach poza krajem środka. Jedyny związek z Chinami jest taki, że w XIII i XIV wieku przygotowano powstanie przeciw Mongołom i tajne wiadomości były skrywane wewnątrz ciastek księżycowych. Ale to są zupełnie inne ciastka... i jeszcze inna legenda.
Przeciętny Polak wrzuca do jednego worka Wietnamczyków, Japończyków, Chińczyków, Koreańczyków, a czasem nawet Tajlandczyków i Filipińczyków. Ja po dłuższym pobycie w Chinach odróżniam już zdecydowanie te nacje. Poza językiem, pismem (chińskie i japońskie znaki są zbliżone) różnią się bardzo wyglądem (oczami, wzrostem, nosem, kształtem brwi, włosami), a także ubiorem i zachowaniem. Spotkałem już Japończyków, ostatnio jakiś Koreańskich studentów, Filipińczyków i nigdy nie uznałbym ich za Chińczyków.
Gdybyście się wybierali do Chin, to w większości miast i miasteczek polecam odwiedzenie firmowych sklepów: Li-Ning, ANTA, 361. Wszystkie mają logo podobne do Nike. To takie chińskie Adidasy - markowe ciuchy. Są produkowane w tych samych fabrykach co Nike, Puma, Adidas etc. Zwykle są o połowę tańsze, a prezentują tą samą jakość i wytrzymałość tkanin czy obuwia. Naprawdę polecam! 361 ma zwykle ciekawe promocje w Shenzhen, kupuję jedną parę butów - druga gratis, kupuję bluzę za 200 RMB (podoba Adidasa kosztuje 380 RMB), dostaję drugą bluzę wartości 100 RMB gratis. Zdarzyło mi się, że kupiłem paskudne buty Adidasa, po roku podeszwa się rozkleiła. Kupiłem jakiś czas temu buty sportowe Li-Ning, 2 lata wszystko ok, ostatnio kupiłem buty 361, też są wygodne i porządnie wykonane. Jak widać chińskie markowe rzeczy też mogą być porządne, a zarzut, że są 'made in China' może dotyczyć równie dobrze Pumy, Adidasa i Nike. Realia są takie, że płaci się za światową markę, albo otrzymuje się chińską markę połowę taniej.
