Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Sobota, 2 maj 2015 godz. 18:47

Mam ostatnio do czynienia z chińską firmą, która zajmuje się dekoracją wnętrz i wykańczaniem biur/mieszkań. Przyznam, że byłem pod wrażeniem ich projektów. O gustach i stylach nie będę dyskutował, ale jeśli chodzi o bogactwo, przepych - to na pewno zachwyca. Pomyśleć, że jeszcze 20-30 lat temu większość ludzi mieszkała w prostych domkach wiejskich lub też zwykłych mieszkaniach z białymi ścianami. Teraz mają wykończenie w stylu 'późne rokokoko' jakby to powiedział bohater naszej komedii. Meble w stylu Ludwika XVI, żyrandole jak z europejskich hoteli, drewniane drzwi z płaskorzeźbą, do tego jakieś cegiełki, obniżane sufity, tapety, obrazy itd. Po prostu bajka. Teraz się tak zastanawiam (może trochę złośliwie) jak Ci ludzie się tam czują - szczególnie to pokolenie z lat 1940-1970. Są to ludzie, którzy trzymali wszystko w jednej szafie, spali na twardym łóżku, a jedynymi meblami w sieni (bo nie było raczej pojęcia salonów) były drewniane stołki i stół - surowe, niepomalowane drewno. Zastanawiam się, czy odnajdują się w tych luksusach XXI wieku, czy czują się nieswojo, ale muszą żyć na pokaz?

Wtorek, 21 kwiecień 2015 godz. 18:17

Zachwyca mnie ostatnio chińska siła nabywcza. W zasadzie w każdym mieście i miasteczku można już znaleźć każdą światową markę - dotyczy to głównie odzieży i torebek, ale także elektroniki, zegarków, samochodów itd. W Chinach jest po prostu coraz więcej ludzi, których stać na produkty luksusowe, a także specjalne usługi. W Polsce wszystko jest kwestią ceny, a tam coraz częściej cena nie odgrywa żadnej roli. Zazdroszczę im tej siły nabywczej i nie chodzi mi tutaj o to, że mogą iść całą rodziną do McDonalda, ale bardziej o to, że codziennie kupują przeróżne produkty i usługi. Nie muszą jakoś specjalnie planować domowego budżetu, bo gospodarcze realia kraju w jakim mieszkają pozwalają im na pewnego rodzaju rozrzutność.

Sobota, 18 kwiecień 2015 godz. 05:54

Chyba nie jestem jeszcze taki stary, ale pamiętam jak około 10 lat temu dopiero wchodziły na chiński rynek takie marki jak Adidas, Nike, czy Puma. Nie były wtedy jeszcze tak rozpoznawalne i wszechobecne, a przeciętny Chińczyk nie był jakoś nimi zafascynowany. Markowe spodnie kosztowały wtedy w przeliczeniu około 40-50 PLN, buty 80-100 PLN. Teraz się wszystko zmieniło, bo takie sklepy są w każdym dużym i mniejszym mieście w Chinach. Praktycznie w każdym centrum handlowym, przy hipermarketach. Ceny są już podobne jak u nas, trochę inne wzornictwo i mniejsze rozmiary. Buty kosztują już teraz 150-400 PLN, spodnie, koszulki zwykle 80-200 PLN. Przewaga jest taka, że chiński klient może liczyć na więcej promocji, zniżki, zwroty, kupony czy gratisy. To jest w Kraju Środka bardziej rozwinięte, a Chińczycy przywyknęli, że poprzednia cena wynosiła 800 RMB, a teraz jest 60% zniżki. Pojęcie obniżki cen bardzo na nich działa, chociaż z przykrością trzeba stwierdzić, że stać ich na więcej niż przeciętnego Polaka.

Środa, 25 marzec 2015 godz. 23:33

Jak obserwuję to w Polsce importerzy szukają coraz tańszych wyrobów, a niektórzy w ogóle rezygnują z importu z Chin biorąc pod uwagę obecny kurs dolara. Ceny wielu produktów w Polsce są już naprawdę niskie, a oferty z Allegro są czasami atrakcyjniejsze od ofert chińskich producentów, jak to możliwe? W Polsce wszystko jest możliwe. Problem w tym, że zwykłych ludzi w Polsce po prostu nie stać na drogie, luksusowe wyroby. W Chinach jest odwrotnie - importuje się coraz więcej wyszukanych produktów, cena nie gra roli - oby tylko były dostępne. Sprowadza się coraz więcej elektroniki z USA, Japonii, gadżetów, zabawek, czy nawet wyszukanych artykułów spożywczych. Oprócz importu podróżujący po całym Świecie Chińczycy przywożą coraz więcej drogocennych upominków takich jak francuskie perfumy, whisky i koniaki z najwyższej półki, luksusowe drobiazgi, biżuterię, zegarki, firmowe torebki... Bardzo często widzę na lotniskach, w sklepach bezcłowych Chińczyków szukających jakiś nietypowych produktów, dla wielu z nich cena naprawdę nie odgrywa żadnej roli. Po prostu stać ich...

Poniedziałek, 23 marzec 2015 godz. 20:16

Znajoma Chinka spodziewa się drugiego dziecka. Postanowiła, że po porodzie pójdzie do specjalnego centrum opieki nad matką i dzieckiem. Za około 40-dniowy pobyt zapłaci tam bagatela około 60000 PLN. Centrum zapewnia pomoc przy opiece nad dzieckiem, specjalne jedzenie, pokój, ćwiczenia, masaże i inne rozrywki, relaks itp. No cóż... możemy tylko pozazdrościć. W Polsce przeciętna matka idzie po 1000 PLN becikowego, zostaje we własnym domu lub z rodzicami i raczej nie dysponuje taką kwotą, żeby zapewnić sobie takie wygody po porodzie. Inna kwestia - że w tym centrum będzie tylko matka i dziecko, czyli pomija się całkowicie rolę ojca i kontakt dziecka z ojcem. Oczywiście dozwolone są odwiedziny, ale to chyba nie jest 100% ojcostwo. W Chinach najważniejsze, żeby ojciec zarabiał kasę. Kto w Polsce wpadłby na pomysł otworzenia takiego centrum i za takie pieniądze? Gdzie znaleźliby klientów? Chiny to jednak bogaty kraj, a ludziom uderza trochę sodowa do głowy, no bo jak można wydać 60000 PLN za 40-dni pobytu w takim ośrodku? Czy nie lepiej takie pieniądze wpłacić na jakiś fundusz dla tego dziecka? Kupić mu zabawki, książki, odłożyć na przyszłą edukację? Albo wybrać się po prostu na jakąś wycieczkę, wczasy z całą rodziną, kiedy dziecko już trochę podrośnie?

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone