Dzienniki z Chin

Pamiętniki, zapiski z życia w Chinach

Niedziela, 26 styczeń 2020 godz. 23:31

Zagrożenie wirusem z Wuhan zaczyna wyglądać poważnie, ale też w dużym stopniu media próbują straszyć ludzi - wszystkie te zdjęcia ludzi w kombinezonach, filmy ze szpitali w Wuhan, ludzie, którzy stracili przytomność. Wszystko to działa na naszą podświadomość (łączymy to z filmami o pandemiach, zombie itd.). Można to różnie intepretować, ale większość tych ludzi przyszło z powodu strachu, sprawdzić czy są zarażeni. W wielu przypadkach może to być zwykła grypa, wiadomo jaki teraz okres. Może te osoby, które zemdlały wcale nie mają tego wirusa, mogły być osłabione, a poza tym stanie godzinami w tłumie też jest wyczerpujące. Nie możemy dać się zmanipulować mediom. Należy śledzić bieżące informacje z różnych źródeł. Jak na Chiny, na tak duże zaludnienie to naprawdę nie jest jakaś krytyczna sytuacja. W Kraju Środka bardzo szybko i skutecznie radzą sobie nawet z grypą czy anginą. Wszędzie mają skanery temperatur - używają ich nawet bez realnej epidemii. Zaangażowanych jest 10 000 lekarzy w walkę z wirusem, wielu ekspertów, a także wojsko, policja. Powinni sobie poradzić, wierzę w ich zaangażowanie i skuteczność. Zwalczą to, ale to oczywiście potrwa podobnie jak SARS kilka miesięcy, może rok - oczywiście odbije się to na gospodarce. Dzisiaj rozbawił mnie komentarz pod felietonem o tym wirusie z O2.pl: Autor: Spoko, "W Polsce na sorze nawet chiński wirus umrze." ;-)

Środa, 1 styczeń 2020 godz. 09:43

Jak zwykle w Chinach powitanie 2020 roku bez większych imprez, może wyjątkiem jest Hong Kong. W Kraju Środka ważny jest Chiński Nowy Rok - w tym roku 25 stycznia. Najsmutniejsze jest jednak to, że wprowadzono całkowity zakaz używania fajerwerków! Z jednej strony ma to sens, bo jest bezpieczniej, nie straszą małych dzieci, zwierząt, ale z drugiej strony zanika chińska tradycja. W końcu fajerwerki pochodzą z Kraju Środka. Domyślam się, że władza ich zakazała, żeby było bezpieczniej, ale może też boją się, że takie produkty, surowce mogłyby być wykorzystane do zamachów czy działalności przestępczej. W ten sposób jest to kontrolowane, nie ma dostępu. Wygląda na to, że większość chińskich fajerwerków jest eksportowana głównie do Europy i Ameryk. Oczywiście wyjątek stanowią tutaj mniejsze petardy, które używa się w dniu ślubu czy otwarcia sklepu - ich huk ma odstraszyć złe duchy i przynieść szczęście. Fajerwerki na większą skalę będą też widoczne w czasie oficjalnych imprez. Dla zwykłych Chińczyków zostają... wspomnienia minionych lat. Ja też pamiętam, że wiele lat temu te petardy i wybuchy trwały praktycznie przez 2-3 tygodnie w okresie Chińskiego Nowego Roku i to była przesada, ale żeby w jedną noc nie było kolorowo to niestety smutne.

Środa, 20 listopad 2019 godz. 07:41

Wygląda na to, że protesty w Hong Kongu przyniosą odwrotny skutek niż zamierzano. Gdyby do nich nie doszło, to owszem Hong Kong traciłby autonomię i byłby powoli 'wchłaniany' przez Chiny kontynentalne, ale byłby to proces stopniowy. Dzięki temu mieszkańcy Hong Kongu mogliby cieszyć się nadal względną wolnością, demokracją przez kilka, może kilkanaście kolejnych lat. Protesty studentów, którzy pierwsi zaczęli zachowywać się dosyć agresywnie wobec policji, wobec innych mieszkańców spowodowały, że Pekin dostaje zielone światło, aby bardziej agresywnie 'wejść z butami' do Hong Kongu. Jest to prosty schemat - nie radzicie sobie? Wasz system się nie sprawdza? Macie bałagan na ulicach? Pomożemy, zaradzimy temu, wprowadzimy nasz system, nasze zasady! O ile rozumiem idee walki o demokracje, wolność, zupełnie nie rozumiem metod ludzi z Hong Kongu: niszczenie mienia, demolowanie sklepów, banków, infrastruktury miasta, bicie ludzi o innych poglądach, zachowania rasistowskie itd. Większość protestujących stanowili młodzi ludzie, studenci. Przyznam, że oni akurat źle w Hong Kongu nigdy nie mieli. To państwo-miasto było nowoczesne, rozwinięte, dawało im ogromne możliwości, a dodatkowo jako obywatele Hong Kongu mogli podróżować do różnych krajów bez ograniczeń, jakie mają obywatele Chińskiej Republiki Ludowej. Wydaje mi się, że były trzy główne motory napędowe protestów. W przypadku ludzi biedniejszych, którym się nie powodziło, których rodzice pracowali ciężko za niewielkie wynagrodzenia i ciężko było im się utrzymać w Hong Kongu - dla nich powodem do walki była po prostu frustracja. Inni, którzy radzili sobie całkiem dobrze, mieli dostatnie życie byli po prostu znudzeni, szukali wrażeń. W jednym z wywiadów młody chłopak porównał ich protest do gry GTA, że to jest takie Grand Theft Auto na żywo. Wiadomo lepiej sobie w coś 'zagrać' niż siedzieć w ławce i się uczyć. Trzecim motorem tych protestów była oczywiście anarchia, chęć destabilizacji kraju. W Hong Kongu od lat ludzie uczeni są posłuszeństwa, przestrzegania zasad, stania w kolejkach do autobusu, ustępowania miejsc starszym itd. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ale najwyraźniej to posłuszeństwo im się sprzykrzyło, znudziło. Teraz protestujący przegrywają z policją, policja przestała się z nimi patyczkować, bo Pekin dał im ultimatum. Rząd Chin może teraz bardziej agresywnie i szybciej wprowadzać swoje reformy w Hong Kongu. Chiny są silną gospodarką i bez problemu mogą przejąć Hong Kong.

Sobota, 9 listopad 2019 godz. 10:18

Zaobserwowałem już jakiś czas temu, że chińska cenzura wspięła się na wyżyny technologiczne. Kiedyś musieli szukać swoich oponentów, ludzi, którzy krytykowali władzę - często anonimowo, w internecie. Teraz mają ich w zasadzie na dłoni. Każda strona internetowa, każdy komunikator, portal, każde forum wymaga teraz rejestracji z chińskim numerem telefonu (a czasami także za pomocą ID). Numery są oczywiście rejestrowane na podstawie dowodów osobistych, a w przypadku obcokrajowców na podstawie paszportów. Jeśli dodamy do tego wszelkie rodzaje płatności przez telefon, komunikację i operacje bezgotówkowe przez WeChat, mapy i lokalizacje to w zasadzie wiemy, gdzie kto jest, kiedy się przemieszczał, gdzie był, co kupił, co zjadł... dodatkowo dowód osobisty jest wymagany przy zakupie biletów na pociąg, autobus, przy wejściach do znanych atrakcji turystycznych itd. Tym samym ciężko ukryć się przed władzą. Teraz żaden tajny policjant nie musi nikogo śledzić, nie musi nigdzie chodzić, bo wszystko wiedzą - wystarczy komputer i odpowiednie oprogramowanie. Z jednej strony to dobrze, bo można łatwo namierzyć przestępcę, pedofila itd. Z drugiej strony ludzie, którzy walczą o demokrację w Chinach, o prawa człowieka, o wolność nie mają łatwo. Wszystko co powiedzą, napiszą, dodadzą jakiś link, film, zdjęcie - wszystko jest od razu do nich przypisane. Żadnej prywatności i pełny monitoring każdego obywatela.

Wtorek, 29 październik 2019 godz. 08:56

Czy wiedzieliście, że w Chinach początek szkoły podstawowej to w zasadzie koniec dzieciństwa? Chcieliśmy kupić zabawkę w prezencie synkowi naszej znajomej, a ona "Nie, nie kupujcie! Wszystkie zabawki już schowaliśmy, on w tym roku idzie do szkoły". Bratku - 7 lat i nie masz zabawek! Dostajesz książki, zeszyty, ćwiczenia, cały ładunek zajęć dodatkowych. Taki maluch nie ma już życia. Inna znajoma Chinka mówiła mi, że dzieci już w podstawówce mają bardzo dużo zadań domowych. Siedzą w szkole praktycznie od rana do wieczora, od 8 do 18. Oczywiście w tym czasie mają przerwę obiadową. Niektóre są w szkołach z internatem, inne wracają do domu na obiad i na nocleg. Poza tym wszystko toczy się wokół szkoły. W nocy odrabianie zadań domowych! Chcielibyście tak? Ja raczej nie jestem zwolennikiem tego, żeby dzieci miały zbyt dużo luzu, bo wtedy przychodzą różne głupie pomysły, ale... nie można też przesadzać w drugą stronę. 7 lat i koniec zabawek? Jest sporo zabawek, które uczą i rozwijają. Chociażby modelarstwo, Lego Technic, zabawki interaktywne, roboty, zabawki zdalnie-sterowane itd. Problem polega też na braku właściwego ukierunkowania zabaw. Najczęściej to dziadkowie zajmują się wnukami w Chinach. Dziadkowie w okresie swojego dzieciństwa nie mieli absolutnie żadnych zabawek. Jak więc mają instruować młode pokolenie - jak się bawić, czym się bawić, jak uczyć poprzez zabawę. Tego właśnie w Chinach brakuje. Wielu rodziców wydaje po prostu kosmiczne kwoty na wszelkie zajęcia dodatkowe, bo sami nie mają czasu lub nie mają pomysłu, co robić z dziećmi. Tak więc, kiedy zaczyna się szkoła w Chinach, zaczyna się już jakby dorosłe życie - obowiązki, harmonogram zajęć, brak czasu na odpoczynek. Nie zazdroszczę im!

 

Udostępnij na Facebooku!

© copyright Bartłomiej Magierowski - wszystkie prawa autorskie zastrzeżone